niedziela, 28 września 2014

1.Nemezis

Las, las,las. Wszędzie ten pieprzony las! No chyba oszaleję.
   Tak o to kolejny miesiąc no już prawie rok spędzony w osamotnieniu i w lesie, z tego co udało mi się dowiedzieć Nico wrócił do Hadesu. No tak, on mógł w każdej chwili wrócić do ojca, ja nie, ja nienawidzę swojego ojca. Nagle dotarłem do czegoś w rodzaju świątyni. Hmm dziwne świątynia w środku lasu. No dobra warto zobaczyć co to jest. Gdy wszedłem do środka, oniemiałem.
   Świątynia była piękna, nie duża ale wręcz hipnotyzująca. Ściany miała granatowe z białymi odbłyskami a sufit był jak noc z gwiazdami. Były kolumny z posągami głównych, najważniejszych Bogów i najgroźniejszych Potworów.
    Ale najbardziej co mnie zdziwiło to krata. Tak, krata na samym końcu. Nie pewnie zbliżyłem się do niej i zajrzałem co tam było.
    Ale nie spodziewałem się tego, uwięziona była Nemezis- Bogini zemsty.
-Na co się tak gapisz, chłopcze, pomóż mi stąd wyjść.
-J-jasne ale nie wiem jak cię stąd uwolnić.
-Przed wejściem jest zejście w dół tam spotkasz pewnego rodzaju klucz, masz przynieść jej krew i położyć na ołtarzu.
Nie pytałem co to za klucz bo się domyśliłem że to jakiś potwór a więc od razu jak zszedłem na dół, chwyciłem miecz w ręce. Chciałem pomóc Nemezis bo jak byłem na obozie to jako jedyny dobrze się rozumiałem z jej dziećmi. Nagle zobaczyłem coś odrażającego. Był to owy klucz, wielkości prawie domu, cały w kolorze zgniłych glonów, oczy miał jak by ktoś mikserem tłukł, zresztą cała jego morda taka była! Nie zauważył mnie. Nie chciałem teraz walczyć a więc delikatnie go zraniłem i już miałem jego krew na mieczu, nawet się nie obudził tylko przewrócił na drugi bok. Wyszedłem stamtąd i podbiegłem do ołtarza i położyłem tam miecz z krwią. Nagle cała świątynia zniknęła a ja byłem znowu w środku lasu na przeciwko Nemezis.
-Dziękuje ci synu Hermesa.
-Em mogę o coś zapytać?
-Oczywiście.
-Kto cię uwięził i dlaczego?
-Afrodyta, można rzec że nigdy za sobą nie przepadałyśmy.
-To nie jest Pani jedna, ja również nienawidzę Afrodyty.
-Nie dziwie ci się chłopcze.
-Ale słyszałem że ty ponoć nikogo nienawidzisz, więc dla czego dla mnie jesteś miła?
-Uwolniłeś mnie bez żadnego ,,ale'' albo ,,co będę z tego miał'' a po za tym uratowałeś moją córkę Matss przed śmiercią i byłeś miły dla moich dzieci.
No raz czy dwa uratowałem Madie, z tym musiałem się zgodzić, chyba jak na razie Nemezis jest jedynym Bogiem którego lubię, nagle już znikała ale jeszcze coś powiedziała.
-Maxymilianie Castellan dziękuje ci bardzo za twoją pomoc, zachowałeś się jak prawdziwy odważny Heros, w zamian za to za każdym razem gdy będziesz potrzebował pomocy, wezwij mnie, pomogę.-i zniknęła. Nieźle mam wsparcie u Nemezis.
 Nagle przede mną pojawiło się oślepiające światło, a po chwili stała przede mną osoba którą tak gardziłem i nienawidziłem. Hermes-mój ojciec.

wtorek, 9 września 2014

Postać


Imię i Nazwisko: Maxymilian Castellan
Wiek: 14
Rodzina:
-Hermes (ojciec)
-Luke (starszy brat)
-Matka (May Castellan)
-Przyrodnie rodzeństwo (inne dzieci Hermesa)
Zamieszkanie: Jak na razie  gdzieś w lesie.
Wyrównanie: Ani dobry, ani zły, jest obojętny.
Pseudonim:
-Max
-Uciekinier
-Złodziej
-Dzieciak Emo
Charakter: Jest zadziorny, sprytny, podstępny i idealny w kłamstwie. Nie stoi po żadnej stronie, idzie tam gdzie mu się opłaca. Uciekł z obozu razem z Nico, przez kilka miesięcy podróżowali razem, aż w końcu się rozdzielili, najlepsze kontakty ma ze starszym bratem. Luke uratował go i mu pomagał nie jeden raz, Max tak samo jak Luke nienawidzi swojego ojca ponieważ ich zostawił.